
- 0
Dziś na tapecie dominacja. Temat kontrowersyjny, bo jak zwykle są dwa skrajne poglądy na ten temat. Niektórzy nie lubią nawet wymawiać tego słowa, bo uważają, że jedyną właściwą formą relacji z końmi jest partnerstwo. Inni uważają, że koń musi „znać swoje miejsce” i na samym wstępie należy go zdominować. Ci, którzy unikają skrajności i narzucania koniom swojej nadrzędnej pozycji, poszukują określeń zamiennych, takich jak lider, przywódca czy przewodnik, ale i tak wszystko kręci się wokół miejsca w hierarchii, a dominacja często mylona jest z agresją.
Fałszywe pojęcie dominacji polega na tym, że wiele osób postrzega ją jako skłonność do walki i użycia siły. Skutkiem takiego myślenia jest albo pogląd, że wobec konia należy być wyłącznie miłym, albo wręcz przeciwnie, że aby uzyskać pozycję lidera należy go siłą „pokonać”. Jak więc potraktować konia, który próbuje „wejść nam na głowę”?
Partnerstwo czy hierarchia?

Konie posiadają zespół wrodzonych lub nabytych cech, które regulują ich zachowania społeczne. Jedną z nich jest potrzeba ustalenia hierarchii, jako podstawy funkcjonowania stada, które nie przetrwałoby bez przestrzegania ładu i porządku. Każdy koń, dominujący czy uległy, czuje się bezpiecznie i komfortowo, kiedy zna swoje miejsce w grupie. Grupa bez lidera jest niezdolna do podejmowania właściwych decyzji, realizacji potrzeb i szybkiego działania w obliczu zagrożenia. Grupa z liderem jest sprawniejsza, szybsza, wydajniejsza. Przeciwieństwem hierarchii jest anarchia, czyli brak obowiązujących zasad, samowola i chaos.
Z drugiej strony, nie należy roli hierarchii przeceniać. Jest ściśle przestrzegana w stadzie tylko wtedy, kiedy konie czują potrzebę jej ustalenia. Potrzeba ta wynika zazwyczaj z zajmowania zbyt małego terytorium, zagrożenia drapieżniczego, słabego dostępu do zasobów (jedzenia, wody, partnerów). W bezpiecznym i komfortowym otoczeniu hierarchia zanika, bo nie jest potrzebna. Nie trzeba śledzić dzikich koni, żeby zaobserwować to zjawisko. Na niewielkim padoku bez trawy konie ustalają między sobą (często gwałtownie), kto ma pierwszeństwo do rzuconej przez stajennego kupki siana. Wiadomo też, że im więcej koni na małym wybiegu tym większe prawdopodobieństwo konfliktów, które zazwyczaj wygasają po przestawieniu ich na duże pastwisko.
W relacji z człowiekiem konie działają według analogicznych zasad. Partnerstwo jest jak najbardziej możliwe i sprawdza się doskonale, ale tylko w warunkach komfortowych. W obliczu zagrożenia (a dla konia może nim być np. parasol), konieczności wejścia do przyczepy lub w jakiejkolwiek sytuacji, którą koń uzna za niekomfortową, nie zawaha się nas rozdeptać, jeśli wcześniej nie uzna, że człowiekowi należy się podporządkować. Każdy weterynarz zajmujący się końmi przyzna mi w tym punkcie rację. Tylko czy naprawdę musimy tę pozycję wywalczyć?
Dominacja nie wyzwala, a eliminuje agresję

Chociaż hierarchia społeczna rzeczywiście oparta jest na zachowaniach agresywnych, bo jest to próba sił, ale konflikty w stadzie pojawiają się tylko przy próbach przejmowania przywództwa, a są to sytuacje jednorazowe i krótkotrwałe. Kiedy źrebięta dojrzewają, przestają być traktowane ulgowo. Wchodzą więc w relacje z członkami stada, próbując ustalić swoje miejsce, czyli komu muszą okazywać uległość, a nad kim mogą dominować. Jednak nie muszą toczyć krwawych walk na śmierć i życie. Takie zwyczaje byłyby dla stada niekorzystne, bo osłabiałyby całą społeczność i zwiększały potencjalne zagrożenie np. ze strony drapieżników. Dlatego u większości zwierząt stadnych, w tym koni, ustalanie hierarchii odbywa się za pomocą rytuałów. Najczęściej jest to wojna na spojrzenia i gesty, wszyscy dbają o to, żeby wyglądało groźnie, ale krzywdy sobie nie robią, dochodzi najwyżej do drobnych zranień.
Przerażające sceny walk ogierów haremowych, które można obejrzeć na youtube dotyczą jedynie konfliktów o przejęcie klaczy z grup rodzinnych. Ewolucyjny mechanizm, który rządzi tym zachowaniem ma na celu wyłonienie najsilniejszego i najbardziej zdeterminowanego reproduktora. Gdyby całe stado ustalało hierarchię w tak dramatyczny sposób, wykończyłoby się samo.
Pokój silnego przywódcy

Konie stojące niżej w hierarchii nie marzą o przedostaniu się na jej szczyt. Wycofują się bez walki przed silniejszymi, a od słabszych oczekują, że będą im ustępować. Cenią sobie stabilność, poczucie bezpieczeństwa i komfort. Nie muszą troszczyć się o pożywienie, schronienie czy bezpieczeństwo stada, bo to należy do dominanta. Dominant, mimo niekwestionowanej przewagi i sprawowanej kontroli, nie wykorzystuje stale swojej pozycji i siły, a w niektórych sytuacjach potrafi ustępować słabszym. Nikt codziennie nie podważa jego autorytetu, dopóki jest zdolny do wypełniania swoich obowiązków. Jeśli jest taka potrzeba nie używa agresji, wystarczy mu przyjęcie odpowiedniej postawy albo groźne spojrzenie. W ten sposób przejawia się podstawowa rola hierarchii – ograniczenie do minimum konfliktów i agresji wśród członków grupy.
Nie możemy z końmi tworzyć stada, bo należymy do innych gatunków, ale możemy się spodziewać, że będą wobec nas stosować podobne wzorce, jakie stosują w stadzie. Prawda jest taka, że konie, które mają wyjątkowo silną potrzebę dominacji w każdych okolicznościach, zdarzają się rzadko. Co więcej, koń dominujący w stadzie może być jednocześnie uległy wobec człowieka. Większość z ulgą przyjmuje nasze przywództwo, bo zyskują poczucie bezpieczeństwa i komfort posiadania kogoś, kto za nie decyduje. Brak wyraźnego ustalenia hierarchii w relacji z człowiekiem wcale konia nie cieszy, a wręcz przeciwnie, budzi nieufność i niepokój, a w określonych sytuacjach wyzwala potrzebę decydowania. Jest to pułapka traktowania koni po partnersku. W końcu do kogoś musi należeć decyzja, czy wchodzimy do tej cholernej przyczepy, czy nie.
Jak więc zostać szefem wszystkich szefów bez walki?

Szacunku konia nie zdobędziesz ani łagodnością, ani siłą. Koń nie szanuje Cię za to, że się nim opiekujesz i wyznajesz mu miłość. Nie będzie Cię również szanował, jeśli używasz siły, działasz w emocjach i nadużywasz kar. W każdej grupie społecznej przewodzi ten, kto kontroluje zasoby, czyli np. wybór kierunku poruszania się, miejsce, jedzenie, dostęp do innych koni. Nie siła, a konsekwencja i wykorzystanie prostych mechanizmów uczenia się mają tu największe znaczenie.
Ustalenie przejrzystych i zrozumiałych dla konia zasad, których trzeba konsekwentnie przestrzegać to recepta na przywództwo. Zasady i rytuały dają poczucie bezpieczeństwa, przewidywalności i stabilizacji, a dla koni to podstawowe wartości. Nie zdołam tu opisać wszystkich możliwych sytuacji, ale podam chociaż kilka przykładów:
- Decyduj o kierunku i tempie poruszania się konia. W trakcie lonżowania naucz go podstawowych komend i konsekwentnie przestrzegaj ich wykonywania. Nie pozwalaj samowolnie zawracać, przechodzić do stępa albo zakłusowywać. Ucz go również, żeby utrzymywał zadane tempo, dopóki nie zdecydujesz o jego zmianie.
- Nie pozwalaj na siebie wchodzić i po sobie deptać. Nie czekaj na nagłą lub stresującą sytuację, żeby konia tego nauczyć. Najpierw, w sytuacji komfortowej poświęć czas na naukę ustępowania od dotyku i utrzymywania dystansu.
- To, że boks należy do konia nie oznacza, że może poruszać się po nim nie zważając, że akurat stoisz mu na drodze. Kiedy np. chce podejść do siana czy pełnego żłobu, powinien spokojnie poczekać, aż ustąpisz mu miejsca.
- Nie pozwalaj innym koniom straszyć czy gryźć konia, którego prowadzisz przez stajenny korytarz. Jeśli jesteś szefem, w Twoim towarzystwie powinien czuć się bezpiecznie.
- Przy czyszczeniu i siodłaniu nie dawaj się wciągnąć w zabawę w „kto kogo przestawia”. Koń powinien stać spokojnie i zaakceptować to, że go dotykasz, szczotkujesz, zakładasz siodło. Można sobie pomóc np. przywiązując go w myjce do dwóch uwiązów.
- Bądź dla konia nauczycielem a nie rywalem do przywództwa. Założenie, że trzeba go traktować jak rywala otwiera drogę do walki i użycia siły a zamyka drogę do spokojnego, konsekwentnego uczenia, że właściwe zachowanie przynosi korzyści.
- Kontroluj emocje. Działając pod ich wpływem kwestionujesz w oczach konia swoją pozycję lidera, bo jak napisał Seneka: „Najpotężniejszy jest ten, kto panuje nad sobą”.
Jednak nie wszystko kręci się wokół dominacji

Konie nie kalkulują i nie knują podstępnie, jakby tu nas zdominować. W odróżnieniu od nas, nie rozróżniają też uczynków „dobrych” od „złych”. W zamian postrzegają sytuacje jako: bezpieczne – niebezpieczne, przynoszące korzyść – niekorzystne, komfortowe – niekomfortowe. Bez wahania wybierają tylko to, co uznają za bezpieczne, korzystne i komfortowe, stąd pozycja w hierarchii w niektórych sytuacjach może mieć drugorzędne znaczenie:
- Złe zachowanie zostało przez nas nauczone, ponieważ przyniosło zamierzony skutek. Nikt nie zadał sobie trudu, żeby poinformować konia, że nie powinien tego robić. Więc robi.
- Koń jest silnie zmotywowany do zdobycia określonych zasobów. Bardzo głodny koń będzie skłonny do walki o jedzenie nawet z osobnikiem stojącym wyżej w hierarchii.
- Kiedy koń jest często karany i zastraszany, przyczyną złego zachowania nie jest dominacja, ale lęk przed spodziewaną karą (więcej o karaniu pisałam tutaj).
- Upór nie musi świadczyć o tym, że koń próbuje Cię zdominować. Może boi się wykonać polecenie, nie rozumie go albo nie spodziewa się z tego korzyści?
- Konie mają spory repertuar sygnałów, które można przeoczyć lub mylnie zinterpretować. Przejawy strachu mogą być łatwo mylone z agresją, albo sygnały uległości są zbyt subtelne, żeby je zauważyć. Znajomość i umiejętność wyłapywania tych informacji jest konieczna, bo łatwo stać się w oczach konia nie liderem, a napastliwym natrętem czy nawet agresorem. Ten temat postaram się rozwinąć w oddzielnym artykule.
Tymczasem, niech Wam przyświeca myśl D. Eisenhower’a…
„Przywództwo to sztuka sprawiania, aby inni zrobili jakąś rzecz dlatego, że chcą to zrobić. Nie można przewodzić bijąc ludzi po głowach – to napaść, nie przywództwo”
zdjęcia: pixabay